Michał Dyszyński
Bloger na Kretowisku
Dołączył: 04 Gru 2005
Posty: 33475
Przeczytał: 76 tematów
Skąd: Warszawa Płeć: Mężczyzna
|
Wysłany: Czw 10:38, 12 Wrz 2013 Temat postu: O wartości depresji |
|
|
Pewne rzeczy widać dopiero wtedy, gdy człowiek jest w depresji, opuszczeniu, pozbawiony nadziei. Bo optymizm nakazuje ignorować, puszcza program w stylu "będzie lepiej, to nieważne, zaraz wszystko się ułoży, więc zapomnijmy o tym problemie". Więc problemu się nie diagnozuje. I nauki o tym co trudne się nie zdobywa.
Pewne rzeczy widać dopiero wtedy, gdy zaakceptuje się to, że się nam jednak nie ułoży, że na poprawę naszego położenia widoki są niewielkie, a więc trzeba żyć z tym co jest (złe), zrozumieć to, zaakceptować tu siebie i innych ludzi. Wtedy nagle okazuje się, że jest inne życie, inny świat. Np. że nie trzeba zawsze wygrywać. Albo, że często właściwie wygraną różni od przegranej tylko jedno - nasz wybór, co uważamy za wygraną, a co za przegraną. Zmiana wyboru - i oto przegrany wygrywa, a wygrany przepadł. Nagle okazuje się, że można przeżyć bez wielu rzeczy które są "przecież absolutnie niezbędne". Czasem okazuje się, że nawet bez owych "niezbędnych" rzeczy żyje się jakoś lepiej, w sposób bardziej wolny, bardziej świadomy.
Optymizm nakazuje gonić ciągle jakieś cele. Bo przecież coś uda się, coś znowu będzie nasze. Optymizm nie pyta: czy warto, aby to było nasze? Co oddamy posiadając jeszcze jedną rzecz? - może nie tylko czas, nie tylko zaangażowanie. Optymizm jest głupi ze swojej natury. Jak wykazują badania psychologów, to oceny pesymistów są zwykle bliżej obiektywnego opisu. Optymizm jest siłą nakładającą rozumowi klapki. Depresja, pesymizm, te klapki zdejmują. Choć tak trudno z nimi żyć.
Nie znam przypadku ani jednego mądrego człowieka, który zdobywałby swoja mądrość bez cierpienia, smutku, straty. To niedostatek, strata wymusza myślenie, poszukiwanie, analizę sytuacji. Gdy wszystko idzie jak po maśle, gdy nie ma dylematów i problemów, to po prostu postępujemy wg narzucającego się schematu, nie myślimy dyskursywnie, nie objawiamy się jako my.
Jezus mówił: kto chce zyskać, swe życie, ten je straci. I coś w tym jest na gruncie nie tylko religijnym, ale po prostu ludzkim - gdy zyskujemy (świat), wtedy tracimy konieczność przekształcania się, stawanie się, tracimy powód do rozwoju (jakoś tracimy siebie).
To jakiś paradoks życia. Trudny do zaakceptowania. Ale tak już jest.
|
|